Zdarzyło ci się bardzo mocno w coś zaangażować, poświęcić na jakiś projekt wiele czasu i energii. Im większe zaangażowanie (inwestycja) z naszej strony, tym trudniej jest się zatrzymać i zrezygnować, mimo iż obiektywnie powinniśmy sobie odpuścić. To tzw. błąd kosztów poniesionych (z ang. sunk-cost fallacy).

W biznesie co rusz zaczynamy nowe projekty (moja lista „to do” w zakresie nowych produktów ma kilkanaście punktów i cały czas rośnie). Pomysły pojawiają się w naszej głowie, lub głowach naszych współpracowników. Działamy, chcemy osiągnąć sukces. Niestety, taka jest prawda, większość nowych projektów to… porażki. Mimo, iż nikt się tym nie chwali i nie opowiada o tym, to skuteczność wdrażania nowych produktów lub usług jest bardzo niska. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, innowacyjność to chodzenie we mgle, a biznes i ryzyko, to niemal synonimy.

Dlaczego więc tak trudno przychodzi nam odpuszczanie takich nieudanych projektów? Boli nas porażka, a jej miarą są poniesione koszty na dany projekt. Jeżeli zainwestowaliśmy w coś np. 20 tys. zł, to prędzej dołożymy kolejne 20 tys. zł., niż zrezygnujemy. Jeżeli poświęciliśmy 5 lat na studia na danym kierunku, to prędzej pójdziemy do pracy zgodnej z profilem studiów, niż zrezygnujemy i pójdziemy inną drogą. Jeżeli tkwimy w jakimś związku od dekady, to analogicznie, trudniej nam się z niego wyplątać i zacząć nowe życie.

Błąd ten został dość dobrze opisane w psychologii i ekonomii (lub inaczej, ekonomii behawioralnej): „Wyobraź sobie spółkę, która wydała już 50 milionów na jakieś przedsięwzięcie. Projekt ma opóźnienie, a prognozowane zyski są mniej korzystne, niż wstępnie zakładano. Żeby dać projektowi szansę powodzenia, potrzeba dodatkowej inwestycji w wysokości 60 milionów dolarów. Propozycja alternatywna mówi, że te same pieniądze można zainwestować w nowy projekt, który może przynieść lepszy zwrot. Co zrobi firma? Aż za często firma, która już poniosła koszty, wyrusza w drogę wśród śnieżnej zadymki, woląc zmarnować więcej pieniędzy, niż pogodzić się z upokorzeniem, jakim jest zamknięcie rachunku kosztowną stratą.” – czytamy w „Pułapkach myślenia” Daniela Kahnemana. Takie decyzje łatwo wytłumaczyć z punktu widzenia interesów poszczególnych pracowników korporacji – „Rosnące przywiązanie do nieudanego przedsięwzięcia jest błędem z punktu widzenia firmy, jednak niekoniecznie jest nim z punktu widzenia dyrektora odpowiedzialnego za nieudany projekt. Dla dyrektora zamknięcie projektu będzie trwałą plamą na życiorysie i dla jego osobistego interesu być może lepiej jest dalej ryzykować zasobami firmy w nadziei, że uda się odzyskać inwestycję albo przynajmniej odwlec moment rozliczenia.”

W moim biznesie kilkakrotnie stanęliśmy przed tym problemem. Po raz pierwszy, na kilka lat przed założeniem firmy. Pracowałem jeszcze wtedy w kancelarii jako prawnik, ale czułem, że nie jest to dla mnie odpowiednia ścieżka życia, w której będę spełniony i szczęśliwy. Ale jak mogłem poświęcić 5 lat studiów, 3 lata aplikacji radcowskiej i kilka lat praktyki zwieńczonej uzyskaniem tytułu radcy prawnego (po piekielnie trudnym i wyczerpującym egzaminie)? To była moja ogromna inwestycja życiowa, poniesiony koszt. Dzisiaj, 7-8 lat od tamtego momentu, nie żałuję tej decyzji. Założyłem firmę, w której się spełniam i cieszę się, że nie „zainwestowałem” kolejnych 5-10 lat swojego życia w coś co nie dawało mi satysfakcji.

Później miałem kilkukrotnie pomysły ciekawych projektów (wyszukiwarka przetargów, system informacji prawnej), w które zainwestowałem pieniądze, ale które obiektywnie nie rokowały na sukces, więc nie miałem skrupułów, aby je zamknąć, odciąć straty, zapomnieć i zainwestować czas, energię i pieniądze w coś nowego, lepszego.

Błąd kosztów poniesionych nie raz nazywany jest pułapką, bo trudno zobaczyć, że go popełniamy. Mylimy determinację z uporem. Nie jest łatwe obiektywnie spojrzeć na samego siebie, swoje dokonania i decyzje. Ale warto, bo może to nam oszczędzić dużo czasu i pieniędzy.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.