Książka na pierwszy rzut oka nie ma wiele wspólnego z biznesem. Ma za to z edukacją, o której jest ten blog. Edukacją, która może mieć duży wpływ na przedsiębiorczość naszych dzieci i przyszłych pokoleń, dlatego chcę podzielić się w tym wpisie swoją recenzją tej publikacji.

W związku z faktem, iż mam dwójkę wspaniałych dzieci (3-letniego Czesława i 1-roczną Kalinkę) od jakiegoś czasu interesuję się ich edukacją. W ten sposób trafiłem na różne alternatywne metody nauczania, a tym samym na przedszkola typu Montessori, do którego mój syn ma pójść po epidemii.

O tym właśnie jest książka, o innym podejściu do edukacji, niż to proponowane w tradycyjnej szkole, do której ja i pewnie Ty Czytelniku chodziłeś. Szkole gdzie wszyscy siedzą w ławkach (tyłem do siebie i przodem do nauczyciela), z ocenami, sprawdzianami, pracami domowymi, czy z uczeniem się ogromnych porcji nikogo nieinteresującego materiału, oczywiście jedynie w oparciu o teorię. Obecna szkoła nie jest nastawiona na przekazywanie wiedzy i uczenie, a na zdawanie testów i egzaminów. Zakuć, zdać i zapomnieć (3xZ). Tak właśnie działa obecna, tradycyjna szkoła. I dlatego prawdą jest to co powiedziała Angelika Talaga na konferencji TED w Koninie (film poniżej)- „Kto normalny pamięta co się nauczył w szkole?”.

No właśnie, skoro nic nie pamiętamy ze szkoły i źle się w niej czujemy, to może warto coś zmienić?

Skąd się bierze przedsiębiorczość?

Przedsiębiorca to osoba, która działa, jest aktywna, przebojowa. Chce zmieniać świat (chociażby ten lokalny, wokół siebie). Chce kreować swoją rzeczywistość, ceni wolność i niezależność. Przedsiębiorczość, to więc zdolność do działania i podejmowania ryzyka.

Tego nie uczy go szkoła, w obecnym wydaniu. Szkoła ta uczy go posłuszeństwa, że jest zawsze jedna dobra odpowiedź i interpretacja. Nie ma w niej miejsca na indywidualność. Każdy ma się wpasować w jeden model (idealnego ucznia z czerwonym paskiem). Szkoła nie zwraca uwagi na predyspozycje uczniów, tempo ich rozwoju, zainteresowania i tak dalej. Uczniowie są traktowani jak masa, którą szkoła ma obowiązek uformować w jeden, prawidłowy wzorzec obywatela.

Ale tak nie musi być, o czym pisze Mikołaj Marcela w swojej książce. Podaje liczne przykłady na to, że system edukacji nie musi tak funkcjonować (patrz Finlandia), że może być bardziej demokratyczny (brać pod uwagę zdanie dzieci!) i oparty o działanie w praktyce a nie teorię (zgodnie z paremią Konfucjusza – „Powiedz mi a zapomnę, pokaż mi, a zapamiętam, pozwól mi zrobić, a zrozumiem”).

Taka alternatywa szkoła uczy przez zabawę i praktykę. Ważna jest w niej empatia (jak ważna jest empatia w biznesie pisałem tutaj), tolerancja porażek (które uczą nas tak wiele) i samodzielne dochodzenie do własnych wniosków i poprawnych odpowiedzi. Często w takich szkołach nie ma sztucznego podziału na przedmioty a są bloki tematyczne (jednoczesne uczenie np. historii, biologii i geografii), które lepiej pozwalają zrozumieć temat i jego kontekst. Nie ma oczywiście prac domowych, bo dzieci nie powinny pracować w domu (niczym dorośli w korporacji, którzy biorą nadgodziny), a … bawić się, bo to je bardziej rozwija i więcej uczy.

Czy to możliwe w Polsce?

Gdzie takich szkół szukać? Na szczęście nie trzeba jechać do Finlandii, czy innych krajów skandynawskich albo do Singapuru. W Polsce funkcjonują takie przedszkola, czy szkoły podstawowe i licea. Wspomniana wcześniej edukacja Montessori jest chyba najpopularniejsza w Polsce. Oprócz tego można wymienić szkołę demokratyczną, czy pedagogikę waldorfską.

Tak czy inaczej, warto przeczytać tę książkę, bo kto z nas chciałby spieprzyć życie swojemu dziecku?

2 Replies to “Dobra książka: Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.